Katedra
Katedra - Paderborn
Ks. Walczak
Ks. Stanisław Walczak
Archidiecezja Paderborn
EWTN, Global Catholic Network
rome
Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego,
dobitnie, z dodaniem objaśnienia,
tak że lud rozumiał czytanie.
(Nehemiasz 8:8)




Treść i forma

Czy forma w przepowiadaniu
musi być wrogiem jej treści?

Homilie naszego prefekta stawały się coraz bardziej martwe. Z dnia na dzień traciły na wyrazistości wymowy, wreszcie przemieniły się w ledwie słyszalne szeptanki. Ponad dwustu kleryków regularnie, prawie codziennie, wpędzano w stan letargu i to podczas liturgii Słowa. Okazało się, że nasz kaznodzieja przejął się nowym trendem, mimo woli, zasugerowanym prze papieską encyklikę Ecclesiam suam. Tłumaczył, że jest życzeniem Ojca świętego by skończyć z pustą retoryką a sama treść Słowa Bożego jest z natury swej tak silna i wymowna, że ludzki wysiłek tylko jej przeszkadza. I kazał nam na pamięć wykuć zdanie Pawła VI: „Trzeba nam więc powrócić nie do uczenia się czysto ludzkiej wymowy lub pustej retoryki, lecz prawdziwej sztuki głoszenia słowa Bożego” (Ecc. suam, 91). Dodał do tego jeszcze słowa z Listu do Hebrajczyków: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hebr 4:12) - i tak rozpoczęło się dożynanie tego, co papież Paweł VI w tym samym miejscu nazwał „sztuką głoszenia Słowa Bożego”.

Na szczęście nasze posoborowe kaznodziejstwo kształtował wybitny homileta, którego pouczenia na zawsze zapisałem w sercu. Jeszcze w czasach studiów wpadła mi w rekę książeczka biskupa F. Sheena, „Cross and Crucifix”, którą pokochałem tak jak i jej autora. Zacząłem wgłębiać się w jego kazania i pisma. Potem udało mi się zdobyć taśmy z nagraniami biskupa Sheena. Na nim zacząłem tak naprawdę uczyć się sztuki przepowiadania Słowa Bożego.

Jednocześnie w rodzinnej parafii objął jej zarząd Ks. Prał at Henryk Zganiacz - wspaniały kaznodzieja, mówca i myśliciel. Jego dbałość o język i wymowę na zawsze ukierunkowały moje ukochanie kultury słowa w liturgii Kościoła. Jego głębia myśli biblijnej stała się dla mnie drogowskazem. A jednocześnie jego sposób trafiania do każdego słuchacza napełnił mnie pragnieniem choćby w części posiadanie tego samego charyzmatu.

Światły biskup katowicki, H. Bednorz, postanowił kiedyś zaprosić do diecezji Billy Grahama, by ten dał na przykład współczesnego kaznodziejstwa. Nie przeczę, że mnie oczarował. Potem, w moich wędrówkach, wiele razy fascynowałem się tym człowiekiem.

Wreszcie natknąłem się na literaturę, którą pozostawił po sobie uliczny kaznodzieja niemiecki, ojciec Johannes Leppich, TJ. Najpierw słyszałem o owocach jego przepowiadania - a teksty, które pozostały po nim dały mi dalszy kierunek rozwoju - choć miałem już za sobą wiele lat działalności kapłańskiej. Wszyscy ze wspomnianych mistrzów Słowa Bożego mieli jedną wspólną cechę - poza ich głębią duchową, nigdy nie stawiali pod znak zapytania ważności formy w głoszeniu Słowa. Nie uczynił tego też papież Paweł VI, cały bowiem tekst jego wypowiedzi brzmi następująco:

„Redeundum igitur est ad studium non quidem humanae eloquentiae vel inanis rhetorices, sed germanae artis verbi divini annuntiandi. Praecepta oportet requiramus ex quibus ea fiat simplex, perspicua, vehemens, gravis, ut naturalem imperitiam, qua in tam celsi et arcani subsidii, id est verbi divini, usu praepedimur, exuamus, et ut nobili certatione eos aequemus, quotquot arte dicendi his temporibus nostris maximum pondus habent, utpote quibus datum sit loqui ubi publica hominum opinio fingitur.”

Według, zatem, definicji papieskiej, forma Słowa Bożego musi posiadać następujące atrybuty:

Nieobecność tych atrybutów powoduje, że kaznodzieja staje się barierą dla skuteczności słowa Bożego. Ośmielam się twierdzić, że każde słowo wypowiedziane w Kościele, w czasie przepowiadania Słowa Bożego, sprawowania Najświętszej Ofiary i innych Sakramentów musi bezwarunkowo posiadać te same cechy.

Ukochanie zatem Pisma świętego, duch kontemplacji Słowa, dobry warsztat egzegetyczny, fonetyka, dykcja i dobra znajomość języka, w którym głosi się słowo Boże są nieodzownymi instrumentami owocnego przepowiadania. Trzeba bowiem robić wszystko, co po ludzku jest profesjonalne, by Słowo mogło ciągle stawać się Ciałem.

Istnieje przekonanie, że przewodniczenie zgromadzeniom liturgicznym jest dziecinnie łatwym zadaniem. Wystarczy tylko przeczytać w miarę poprawnie to, co w księgach liturgicznych napisano czarnym drukiem, omijając teksty czerwone i sprawa jest załatwiona. W dodatku do dyspozycji liturga stają materiały pomocnicze, często wątpliwej jakości, takie jak wprowadzenie do liturgii i modlitwa wiernych. Organista może grać pieśni, które wpadną mu do głowy w danym momencie. I tak, to wszystko, co, po myśli Kościoła, powinno być przekazem słowa i symboli, to co powinno budować i przekazywać wiarę, nierzadko staje się bezdusznym i, śmiem twierdzić, mało owocnym, rytuałem para-religijnym.

Odnowa Soborowa, mimo wspaniałych deklaracji i poprawnej teologii, nie zapuściła korzeni w codziennym życiu parafii. Nie waham się podejrzewać, że tzw. „reizm” sakramentalny, ciągle króluje pośród wiernych i jest, poprzez grzech zaniedbania, podtrzymywany przez niejednego z duszpasterzy. Argumenty „protestantyzacji liturgii”, „niebezpiecznych wpływów z zachodu” są jedynie listkiem figowym przykrywającym nagość zrutynizowania życia parafialnego. Tak jak nadużycia w innych Kościołach lokalnych prowadzą nierzadko do indyferentyzmu religijnego, tak też grzech zaniedbania prowadzi do tego samego skutku.

Oczywiście, w sytuacji, kiedy np. przepis kan. 909 nie ma szans - oprócz nielicznych wypadków - do praktycznej realizacji nie można też iść w głębię całego problemu. Pozorny „brak czasu” na przygotowanie bliższe i dalsze do sprawowania liturgii i do głoszenia Słowa Bożego, sprawia, że dyskusja staje się mało merytoryczna.

Pamiętam czasy, kiedy miejscowy duszpasterz wymagał ode mnie i od swoich współpracowników celebrowania mszy świętej o godz 6:30 u sióstr zakonnych, połączonej z komunią chorych w pokojach sióstr, a jednocześnie trzeba był zdążyć na godz. 7:00 do kościoła parafialnego, by sprawować w nim następną mszę św. Wynikało to z nieudolnej organizacji i acedii samego duszpasterza - ale nie dawało to żadnej szansy na poważne potraktowanie liturgii Kościoła. Poznałem też kapłanów-rekordzistów, którzy chwalą się, że sprawowanie mszy świętej może trwać od 12-20 minut! Oczywiście, że jedynym rozwiązaniem było odejście od takich wspólnot.

W „Evangelii nuntiandi” papież Paweł VI pisze: „Wszystkim pracownikom w ewangelizacji konieczne jest pieczołowite przygotowanie, a jak najbardziej potrzebują go ci, którzy oddają się posłudze Słowa. Stale pobudzani przekonaniem o wzniosłości i bogactwie Słowa Bożego, powinni oni dokładać największego starania i troski o godność, o dokładność wyrazu i o odpowiednie przystosowanie swych przemówień. Wszak wszyscy wiemy, że sztuka mówienia ma dzisiaj bardzo wielkie znaczenie i wagę. Jakżeżby więc kaznodzieje i katecheci mogli ją zaniedbać?” (Ev. nunt., 73). Są to słowa nie wymagające komentarza.

Stefan Wilkanowicz w „Nowoczesnej parafii” stwierdza ze słusznością, że „wszyscy przemawiający i czytający w kościele powinni przejść przez pewien warsztat kultury słowa. Inaczej marnotrawienie Ewangelii jest nieuniknione.”

Przyjaźń, która zawiązała się między mną a prof. Holenhorstem, artystą rzeźbiarzem, zaowocowała we wspólnym dziele współczesnej sztuki sakralnej, za jakie uznała prasa niemiecka, nowe wnętrze kościoła św. Józefa w Bielefeldzie. Nasze rozmowy w jego atelier i u mnie na plebani pogłębiały w nas przekonanie, że pomiędzy kapłanem a artystą istnieje wiele elementów wspólnych. Artysta, w tym wypadku artysta rzeźbiarz, w odróżnieniu od zwykłego kamieniarza, ma do czynienia z materią, jakim jest skała kamienna. Profesor twierdził, że skała ma w sobie własne życie i zadaniem artysty jest nadanie jej takiej formy, która tego wewnętrznego życia nie naruszy - skała pozostanie skałą, chociaż na zewnątrz otrzyma formę nadaną jej przez artystę. Kapłan dostaje w darze Słowo Boże, które samo zechciało w pewnym momencie historii nabrać innej formy - przystępnej dla ludzkości i jak powiada Prolog ewangelii św. Jana, stało się Ciałem. W ten sposób Słowo nie przestało być Słowem, a „Słowo było Bogiem”. A jednak zechciał Bóg przybrać formę natury ludzkiej. Każdorazowe przepowiadanie Słowa Bożego z natury swej jest uczestnictwem w akcie Wcielenia - w którym Słowo staje się Ciałem - przystępnym dla człowieka. Dlatego też troska aby ta forma była najpiękniejsza, nie zatracając jednocześnie charakteru Słowa Bożego, należy do zadań kapłana - kaznodziei. Dzieje się to poprzez modlitwę i kontemplację Słowa: poprzez solidne, godne Słowa Bożego przygotowanie do przepowiadania. Ułatwieniem jest wiara i silne przekonanie o tym, że każde przepowiadanie nie jest prywatną sprawą kapłana, ale zawsze odbywa się w imieniu Kościoła. Sentire cum ecclesia - to trzeba codziennie w sobie odnawiać.

Jest zatem przepowiadanie Słowa Bożego religijnym aktem o wymiarze eklezjalnym. Nie wolno więc kaznodziei, wbrew woli Kościoła i ku jego szkodzie, poddać się pokusie pomniejszenia wartości Słowa poprzez odmawianiu mu należnej formy.